O autorze
Anna Grodzka (ur. 16 marca 1954 w Otwocku) – polska aktywistka społeczna, współzałożycielka Fundacji Trans-Fuzja, działającej na rzecz osób transpłciowych, Fundacji LGBT Business Forum oraz Stowarzyszenia Zrównoważonego Rozwoju Społecznego „Społeczeństwo FAIR“, posłanka na Sejm RP VII kadencji.

Nosiła imię Krzysztof, ale od dziecka czuła się dziewczyną i kobietą. W okresie jej młodości korekta płci była niemożliwa, dlatego zdecydowała się na to dopiero w 2008 roku, gdy jej syn był już dorosły. Jej procesowi korekty płci został poświęcony film dokumentalny "Trans-akcja" (reż. Sławomir Grünberg, HBO 2010).
Anna Grodzka ukończyła studia z zakresu psychologii klinicznej na Uniwersytecie Warszawskim. Prowadziła działalność gospodarczą, w branży wydawniczej i poligraficznej. Społecznie działała w Zrzeszeniu Studentów Polskich, Socjaldemokracji RP, a następnie do września 2011 była członkinią Sojuszu Lewicy Demokratycznej w Warszawie.
Od 2009, do czasu wyboru do parlamentu prowadziła Fundację Trans-Fuzja. Organizacja ta stawia sobie za cel upowszechnianie wiedzy o transpłciowości, a także podejmowanie działań na rzecz wsparcia osób transpłciowych. Była także wiceprzewodniczącą Komisji Dialogu Społecznego ds. Równego Traktowania przy Prezydencie m.st. Warszawy.
W wyborach do Sejmu RP w 2011 roku kandydowała z pierwszego miejsca krakowskiej listy Ruchu Palikota. W wyniku głosowania uzyskała 19 451 głosów i mandat poselski. Została tym samym pierwszą w Polsce osobą publicznie ujawniającą swoją transpłciową przeszłość, którą wybrano do parlamentu. Jest Laureatką corocznej nagrody Fundacji im. Izabeli Jarugi-Nowackiej „Okularów Równości” w 2012 roku. W swojej pracy parlamentarnej zajmuje się przede wszystkim problematyką praw człowieka i przeciwdziałania dyskryminacji, problemami polityki mieszkaniowej, prawa pracy i związków zawodowych, promocją odnawialnych źródeł energii, demokracji energetycznej, kultury i problemami równości kobiet i mężczyzn oraz osób LGBT. Współpracuje z wieloma organizacjami pozarządowymi.

Dobra inicjatywa OPZZ – apel o zjednoczenie polskiej lewicy - zakończyła się niepowodzeniem

Zawsze optowałam za zjednoczeniem lewicy.

Swą lewicowość postrzegam jako zestaw wartości u podstaw której najważniejsze są: równość w całej ludzkiej różnorodności, sprawiedliwość społeczna, szacunek dla praw człowieka i zrównoważony rozwój z szacunkiem dla człowieka i przyrody. Jestem świadoma, jak ważne jest dla osiągania tych wartości realizowanie polityki zrównoważonego rozwoju i tworzenie prospołecznej alternatywy dla neoliberalnej formy globalizacji oraz umocnienie demokracji i rozdziału kościoła od państwa.
Jestem również świadoma, jakim zagrożeniem dla tych wartości i dla Polaków może okazać się dominacja konserwatywnej prawicy na polskiej scenie politycznej. Dostrzegam ryzyko, że środowiska te uzyskają wynik wyborczy, który umożliwi zmianę Konstytucji. To może mieć nieobliczane konsekwencje dla przyszłości Polski. Jedność lewicy mogłaby postawić temu tamę.



Jednak trzeba twardo spojrzeć faktom w oczy: Polska lewica nie zjednoczyła się! Na polskiej scenie politycznej w jesiennych wyborach do parlamentu wystąpi kilka formacji - list wyborczych, które będą konkurować o elektorat lewicowy.

W intencji jednoczenia lewicy, zgłosiłam się na zjednoczeniowy apel OPZZ. Podobnie uczyniła Partia Zieloni oraz wiele innych postępowych środowisk i organizacji społecznych. Miałam nadzieję, że efektem tego procesu będzie stworzenie ugrupowania szeroko reprezentującego różne nurty polskiej lewicy. Miałam nadzieję na udział w tej inicjatywie wielu nowych twarzy, także osób spoza profesjonalnej polityki - osób darzonych autorytetem wśród różnych grup lewicowych wyborców. Miałam nadzieję na powstanie ugrupowania, które zdolne będzie wypełnić treścią katalog lewicowych wartości, a jednocześnie skutecznie przeciwstawić się konserwatywno-prawicowemu naporowi. Jednak w ostatnich dniach stało się dla mnie jasne, że dobra inicjatywa OPZZ – apel o zjednoczenie polskiej lewicy - zakończyła się niepowodzeniem.

Koalicja, jaka ostatecznie powstała (czy też ma powstać) to de facto jedynie koalicja Sojuszu Lewicy Demokratycznej i Twojego Ruchu. Nawet Partię Zielonych i Unię Pracy oraz związki zawodowe „koalicjanci” potraktowali niestety jak listek figowy, oferując im tylko symboliczną obecność w koalicji. Dlatego nie zdecydowałam się przyjąć propozycji obecności na eksponowanym miejscu na krakowskiej liście koalicji SLD/TR.

Nigdy nie ukrywałam swojej sympatii dla programu Partii Zieloni, Partii Razem, Ruchu Sprawiedliwości Społecznej, Partii Kobiet, PPS. Niestety nie ma także wspólnej listy tych partii. Prawdopodobnie Partia Razem zdoła zarejestrować swoje listy i wystąpić w wyborach parlamentarnych. Bez wątpienia, w jesiennych wyborach, lewicowi wyborcy będą mieli do wyboru kilka list różnych ugrupowań, które będą walczyły o ich głosy, choć dziś nie ma pewności jakie to będą ugrupowania. Jaki będzie wynik tej konfrontacji? Trudno powiedzieć – tego dziś nie wie nikt. Jestem pełna obaw o to, czy w tej sytuacji któraś z tych list zdoła wprowadzić posłów do parlamentu, choć mam jeszcze nadzieję, bo nadal wierzę, że możliwa jest jeszcze Polska fair.
Trwa ładowanie komentarzy...