Zaproponowane zmiany to tylko kropla w morzu potrzeb. Kosmetyczne poprawki przedstawione dziś w parlamencie nie zlikwidują głównych patologii na rynku pracy: śmieciowych umów i niskich pensji, zatrudniania na czarno, powszechnego nieprzestrzegania czasu pracy i mobbingu. Do tego trzeba większej reformy, głębszych zmian i przede wszystkim odrzucenia neoliberalnej doktryny panującej w myśleniu elit politycznych i gospodarczych.
Kilka miesięcy temu uzasadniałam w Sejmie projekt kompleksowych zmian Kodeksu pracy, który przygotowałam razem z Kancelarią Sprawiedliwości Społecznej. Uściśliłam w nim definicję stosunku pracy, by przeciwdziałać nieuzasadnionemu zatrudnianiu na umowach cywilnoprawnych. Zapewniłam, że każdy pracownik zatrudniony na czarno, który zgłosi ten fakt przed właściwym organem państwa, nie będzie podlegał odpowiedzialności karnoskarbowej. Wprowadziłam też paragrafy wyliczające zachowania mobbingowe i ułatwiające ich zwalczanie. Wobec tych rozwiązań natrafiłam na sprzeciw, podobny do tego, z jakim borykają się pokrzywdzeni pracujący w relacjach z właścicielami wielkich koncernów i sądach pracy.
Polki i Polacy rzeczywiście chcą reform, ale nie kosmetycznych, lecz takich, które będą służyć zwykłym ludziom. Tak właśnie o reformowaniu państwa myśli Partia Zieloni.
