Walkowerem? Ja?!

W mediach społecznościowych lotem błyskawicy roznosi się pogłoska, jakobym wycofała się z prezydenckiego wyścigu z powodu niezebrania podpisów. Widać po tym, jak bardzo ucieszyłaby niektórych i rozjaśniłaby pochmurne popołudnie wiadomość, że mi się nie uda. Trzymajmy się jednak faktów.

Zamieszanie wzięło się stąd, że dziś rano u Moniki Olejnik powiedziałam, ile mamy podpisów fizycznie w biurze. To oczywiście nie są wszystkie podpisy zebrane do tej pory. Ktoś usiłował wyciągnąć z prawdziwej informacji nielogiczne wnioski. Koordynatorzy zbiórki działają we wszystkich największych miastach i w wielu mniejszych miejscowościach, listonosz donosi nam kolejne koperty każdego dnia i jest ich coraz więcej. Jestem dobrej myśli, jeśli chodzi o nasz ostateczny wynik. Tym bardziej, że wyrazy poparcia przychodzą z różnych, najmniej spodziewanych miejsc. Podpisy przysyłają mi ekologiczni rolnicy, emerytki i emeryci, Polki i Polacy mieszkający za granicą. Zresztą są to nie tylko podpisy – często w kopercie jest też list z życzeniami, żeby się nam udało, bo dla autora lub autorki jesteśmy jedyną nadzieją na naprawdę lewicową, sprawiedliwą politykę w Polsce.



Jestem naprawdę pod wrażeniem skali poparcia i mobilizacji, jaką uruchomiło moje kandydowanie. Nie mam najmniejszej wątpliwości, że mój program to najlepsza droga dla Polski, więc byłoby niedorzecznością, gdybym tę drogę wyborcom odcinała na dwa tygodnie przed końcem podpisowej kampanii, i w obliczu tej wielkiej fali życzliwości i poparcia, jaką obserwuję.

Kochani przyjaciele, nigdy nie składam broni. Dalej walczę o Polskę fair, jestem pewna że podpisy zbierzemy, ale dla wszelkiej pewności, jeśli ktoś jeszcze nie wysłał mi swojego autografu na karcie poparcia, niechaj zrobi to jak najprędzej. Od przybytku głowa nie boli.
Trwa ładowanie komentarzy...